W piątkowy wieczór, 16 maja, w Galerii Sztuki Jatki spotkała się grupa mieszkańców Ostrowi, którzy przyszli posłuchać człowieka z aparatem. Piotr Jaxa Kwiatkowski, fotograf i operator filmowy, który w latach 1992-1993 stał na planie trylogii Krzysztofa Kieślowskiego, poprowadził kuratorskie oprowadzanie po wystawie swoich zdjęć. Nie była to prelekcja. Był to powrót.
Miał czternaście lat, kiedy zdecydował o swojej przyszłości. Fotografia i nic poza nią. Nauka poszła w odstawkę, aparat nie. „Od tamtego czasu do dziś praktycznie codziennie fotografuję” - powiedział do zebranych, stojąc przed jedną z powiększonych odbitek. Nie zabrzmiało to jak chwalenie. Brzmiało jak wyznanie.
Piotr Jaxa, to absolwent Łódzkiej Szkoły Filmowej, od 1982 roku związany ze Szwajcarią, z dorobkiem ponad stu filmów i nagrodami z Cannes, Krakowa i Los Angeles. Człowiek, który fotografował między ujęciami, gdy inni odpoczywali. Który wiedział, że plan filmowy to nie tylko to, co widzi kamera.
Trzydzieści kilka filmów dziennie
Kiedy stał przy zdjęciach z planów „Trzech kolorów”, mówił o skali pracy tak, jakby sam był nią do dziś zaskoczony. „Robiłem po trzydzieści kilka filmów dziennie. To była olbrzymia ilość pracy”. Nie chodziło o ilość klatek. Chodziło o obecność - o bycie gotowym w każdej chwili, gdy Kieślowski odwrócił głowę, gdy Binoche czekała na sygnał, gdy światło padało nie tak, jak powinno, i właśnie dlatego było idealne.
Na jednym ze zdjęć widnieje Krzysztof Kieślowski zaglądający w obiektyw. Jaxa powiedział, że reżyser robił to bardzo rzadko. Na tym zdjęciu, zrobił. Był przy tym Jaxa z aparatem. To nie był przypadek. To był refleks człowieka, który fotografuje codziennie od ponad pięćdziesięciu lat.
Od planu filmowego do Academy of Motion Picture Arts and Sciences
Zdjęcia powstałe podczas pracy przy trylogii stały się podstawą wystawy „Remembering Krzysztof”, pokazywanej później na całym świecie, m.in. w Academy of Motion Picture Arts and Sciences w Los Angeles. Tego wieczoru można je było zobaczyć tutaj, w Galerii Sztuki Jatki, gdzie autor stał dwa metry od swoich prac i opowiadał o nich tak, jakby rozmawiał ze starymi znajomymi.
Oprowadzanie kuratorskie to format, który łatwo może stać się wykładem. W przypadku Jaxy nie stało się niczym takim. Było rozmową, nawet jeśli mówił głównie on. Publiczność stała blisko zdjęć, patrzyła tam, gdzie wskazywał. I słuchała.










